Kiedy myślimy o nieobecnościach szkolnych 150 lat temu, od razu przychodzą na myśl takie powody jak pomoc w gospodarstwie czy niesprzyjająca pogoda, która uniemożliwiała dzieciom dotarcie do szkoły. Jednak przyczyny były dużo bardziej zróżnicowane.
Dziś dzieci najczęściej usprawiedliwiają nieobecności chorobą lub złym samopoczuciem, choć nie zawsze chcą o tym mówić głośno. – Obecność w szkole często bywa ograniczana także z powodu zaplanowanych wyjazdów czy chęci uniknięcia sprawdzianów – komentuje Mateusz, nauczyciel wychowania fizycznego w jednej z warszawskich podstawówek.
Co wstrzymywało dzieci od chodzenia do szkoły na przełomie XIX i XX wieku?
Anna Pokrzywiec, pasjonatka genealogii i tradycji wiejskich, prowadząca konto na Instagramie pod nazwą pani.wloscianka, specjalizuje się w tworzeniu drzew genealogicznych oraz tłumaczeniu aktów metrykalnych. W swoim niedawnym poście odsłania niezwykłe powody, dla których dzieci na przełomie wieków były zwalniane z zajęć szkolnych.
Dlaczego dawniej wymówki były zupełnie inne?
W dokumentach ze Szkoły Ludowej w Łękach (powiat Krosno) Anna natrafiła na zapisane przyczyny nieobecności dzieci. Choć większość wyobraża je sobie jako pomoc na wsi lub pogodowe trudności, rzeczywistość była znacznie bardziej złożona. Jedną z wyjątkowo intrygujących przyczyn była tzw. słabość św. Walentego – wyjaśnia w swoim wpisie.
Zaskakujące powody zwolnień z lekcji
Jak tłumaczy Anna, słabość św. Walentego to stara, ludowa nazwa epilepsji – choroby nieznanej jeszcze medycynie tamtych czasów. Ludzie wierzyli, że modlitwy skierowane za wstawiennictwem świętego pomagają złagodzić lub nawet całkowicie pozbyć się tajemniczych napadów.
Inne wymieniane powody zwolnień to: wyjazd na służbę, „zupełna ułomność cielesna i duchowa”, „wydalenie za nierozważne zachowanie”, a także problemy z mową i słuchem. W aktach znajdowały się również zanotowane takie powody jak: „zwolniona z powodu utraty wzroku podczas ataku” czy „zwolniony z powodu bardzo osłabionego słuchu”.
A jak Ty radzisz sobie z nieobecnościami swojego dziecka w szkole? Daj znać w komentarzach lub napisz na adres: ewa.rabek@grupagazeta.pl
