Jak wygląda standardowa reakcja policji po stłuczce na drodze? Najczęściej usłyszymy, że nie zachowano odpowiedniej odległości i w efekcie trzeba wystawić mandat. Tymczasem w piątkowy poranek na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie doszło do wyjątkowej sytuacji – radiowóz sam nie zdążył zatrzymać się przed samochodem przepuszczającym pieszych i uderzył w jego tył. Sprawa zakończyła się jednak jedynie na oficjalnym pouczeniu.
To znany wzorzec miejskich dachówek: jedno auto gwałtownie hamuje, a pojazd jadący zbyt blisko nie ma czasu na reakcję, co skutkuje kolizją. Zazwyczaj wezwanie policji do tego typu zdarzenia raczej nie pomaga kierowcy winnego, bo za sprawcę uznaje się tego, kto wjechał w tył. Zwykle jest to równoznaczne z mandatem sięgającym co najmniej 1020 zł – 1000 zł za kolizję i 20 zł za uszkodzenie mienia. Policjanci zazwyczaj podkreślają, że w takiej sytuacji nie ma odwołania i mandat trzeba przyjąć.
Jednak okazuje się, że reguła ta nie jest bezwzględna. W opisywanym zdarzeniu na warszawskiej ulicy Świętokrzyskiej rolę kierowcy jadącego zbyt blisko odegrał właśnie policyjny radiowóz. Na nagraniu opublikowanym w sieci widać, że kierowca elektrycznego BYD zatrzymał się, by przepuścić pieszych na przejściu. Niestety, nadjeżdżający patrol nie zdążył zatrzymać auta i najechał na jego tył. W efekcie policyjna Kia ma poważnie rozbity przód, a elektryk uszkodzony tył.
Film z miejsca zdarzenia pokazuje, że siła uderzenia była znaczna – tylny zderzak BYD jest prawie oderwany, a radiowóz ma poważne uszkodzenia przedniej części pojazdu. Na miejscu błyskawicznie pojawili się funkcjonariusze drogówki oraz ratownicy medyczni. Na szczęście skończyło się na stratach materialnych – nikt nie ucierpiał. W samochodzie policyjnym podróżowały trzy osoby, wszystkim nic się nie stało, podobnie jak kierowcy elektryka. Nie można też jednoznacznie obwiniać policjanta za zdarzenie, bo takie sytuacje mogą się przytrafić każdemu kierowcy. Co warte podkreślenia, zamiast mandatu policjanci zdecydowali się na pouczenie, co jest zgodne z prawem.
Ta sprawa rzuca światło na podwójne standardy w karaniu kierowców. Jeśli w sytuacji nieskomplikowanej, z przyznaniem się do winy i brakiem obrażeń, policjanci potrafią odstąpić od mandatów wobec swoich kolegów, to czy podobne podejście nie powinno obowiązywać również w innych przypadkach drogowych zdarzeń?
