Właściciele warsztatów oraz mechanicy biją na alarm, ponieważ rynek napraw samochodowych zmierza w kierunku niebezpiecznego monopolu. Obawa dotyczy przepisów regulujących dostęp do kluczowej wiedzy technicznej pojazdów, której źródłem jest oprogramowanie sterujące pracą samochodów.
Dziś silnik auta to praktycznie komputer, a kontrola nad oprogramowaniem oznacza dominację i zyski. Tymczasem unijne regulacje dopuszczają, by naprawy i przeglądy gwarancyjne nie były zarezerwowane wyłącznie dla autoryzowanych serwisów.
Przepisy przyjęte ponad 20 lat temu, z nowelizacją z 2010 roku, miały chronić konsumentów oraz regulować rynek sprzedaży i serwisu motoryzacyjnego. Nowy samochód objęty jest gwarancją, zwykle trzyletnią, która zapewnia właścicielowi pomoc w przypadku awarii czy wad fabrycznych.
Jednak to właściciel decyduje, czy chce skorzystać z autoryzowanego serwisu, czy też wolno mu udać się do niezależnego warsztatu, bez utraty gwarancji – o ile naprawy nie dotyczą usuwania wad fabrycznych.
Mechanicy tradycyjni ustępują miejsca specjalistom od mechatroniki
Dzięki unijnym przepisom, które są bezpośrednio stosowane w krajach członkowskich, dostęp do sprzedaży części i napraw gwarancyjnych mają też serwisy nieposiadające autoryzacji producenta. Warunkiem jest wykupienie specjalnych abonamentów umożliwiających dostęp do danych technicznych pojazdów.
Współczesne auta wymagają od serwisantów wiedzy na poziomie inżyniera mechatronika, aby właściwie diagnozować i synchronizować systemy pokładowe. Bez dostępu do firmowego oprogramowania naprawa jest niemal niemożliwa, a taki dostęp kosztuje – średnio kilkaset złotych za możliwość korzystania z danych jednej marki przez dwa dni.
Ekonomicznie – konsument ma pełną swobodę wyboru części i serwisu, producent zarabia na udostępnianiu informacji, a niezależne warsztaty mogą oferować konkurencyjne ceny.
„Przed wprowadzeniem tych przepisów kierowcy byli zmuszani do serwisowania swoich aut wyłącznie w autoryzowanych punktach pod groźbą utraty gwarancji. Teraz scenario powrotu do takich praktyk jest realnym zagrożeniem” – mówi Jarosław Gałuszka, właściciel niezależnego warsztatu.
W Polsce działa około 25 tysięcy niezależnych serwisów samochodowych, które zatrudniają blisko 150 tysięcy osób. Ich przedstawiciele obawiają się o przyszłość, ponieważ obecne rozporządzenie wygasa w 2028 roku.
W odpowiedzi powstało Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Serwisów Motoryzacyjnych, które podjęło działania, by przedłużyć i zaktualizować przepisy regulujące dostęp do danych technicznych pojazdów na kolejną dekadę.
„Cyfryzacja, rosnąca rola oprogramowania i elektromobilność sprawiają, że dostęp do danych staje się warunkiem koniecznym dla niezależnych warsztatów. Bez tego nie utrzymamy równych zasad konkurencji względem autoryzowanych sieci producentów” – podkreślają członkowie stowarzyszenia.
Na razie ani resort finansów, ani Komisja Europejska nie podjęły decyzji w sprawie przedłużenia obowiązywania rozporządzenia, a niezależni mechanicy czekają na dalszy rozwój sytuacji.






