Aleksandra Sarna podzieliła się refleksjami na temat swojego życia po udziale w popularnym programie telewizyjnym, który zmienił jej losy. W swojej opowieści, realizowanej w ramach cyklu „Gwiazdy piszą”, ekspertka odsłania kulisy swojej medialnej przygody oraz wpływ rozpoznawalności na codzienne życie.
Swój debiut w telewizji miała dwie dekady temu, gdy niespodziewanie otrzymała propozycję udziału jako ekspertka w show „Rozmowy w toku”. Był to rok 2006, czas, gdy telewizja była prawdziwym gigantem medialnym, a pozycja eksperta uznawana za wyjątkowo prestiżową. Miała wtedy 26 lat, łączyła studia doktoranckie z pracą w szpitalu i życiem u boku świeżo poślubionego męża. Na nagranie pojechała pełna ekscytacji, chociaż czuła też syndrom oszusta, bo nie czuła się jeszcze autorytetem. Wspomina, że często była odgórnie stylizowana, miała pustkę w głowie, ale świadoma była, że to będzie przygoda na całe życie.
Przygoda z telewizją trwała przeszło 10 lat, a wpływ tego doświadczenia wciąż towarzyszy Aleksandrze. Rozpoznawalność pojawiła się nie od razu, lecz dopiero po kilku latach. Na ulicy wskazywano ją palcem, mówiąc: „O, to ta gruba z ‚Rozmów w toku’”. Często fani prosili ją o zdjęcia czy autografy. Publiczność była podzielona: dla jednych była inteligentna i dowcipna, dla innych – sepleniącą i niekompetentną. Jedno pozostawało niezmienne – określenie „ta gruba” ciągnęło się za nią przez lata.
Po zakończeniu emisji programów minęła dekada, a cień show wciąż jest obecny. Ludzie komentowali zmiany: „Ale się zmieniła” albo „Wyraźnie inaczej myśli”. Zmiany są naturalne, bo minęło 20 lat życia, pełnych maturacji, doświadczeń i transformacji zawodowej oraz osobistej. Dziś Aleksandra jest lżejsza o 100 kilogramów i ubiera się tak, jak tylko chce, bez narzuconych dawniej przez telewizję ograniczeń. W studio telewizyjnym panowały surowe zasady dotyczące wyglądu, co dziś wspomina z humorem.
Pytana o pracę w mediach, przyznaje, że mimo iż telewizja potrafi być męcząca – ze względu na oczekiwanie i przesunięcia w planach – ogólnie było to doświadczenie lekkie i przyjemne. Negatywne komentarze na swój temat początkowo sprawiały jej ból, ale z czasem przestała je zauważać. Stała się dla opinii publicznej „tą, której odwaliło” – co dało jej nieoczekiwany komfort, bo mogła realizować swoje pomysły bez ograniczeń. Gdy była w programie jako ekspertka, liczyła się jej wiedza, lecz szybko to ciało i wygląd zaczęły przyciągać uwagę, nieraz w krytycznym tonie. Przed laty słyszała, że powinna schudnąć, a po metamorfozie pytano dlaczego tak się zmieniła. Była oceniana pod kątem ubrań i tatuaży, a zmiany oceniano jako „stare” lub „nieodpowiednie”.
Rozpoznawalność ma swoje zalety, ale i cenę – tracisz prywatną tożsamość. Aleksandra zauważa, że już nie jest po prostu sobą, lecz „tą z ‚Rozmów w toku’”, którą ludzie chętnie rozczarowują swoimi oczekiwaniami. Mimo tego podkreśla, że nie żałuje swojego wyboru i ceni sobie nieprzewidywalność ludzkich reakcji. Mówi
„Mam 46 lat doświadczenia w niespełnianiu czyichkolwiek oczekiwań, nawet własnych”
i dodaje, że po dwudziestu latach spędzonych w mediach ciągle czuje się osobą, która mimo trudności nie zamierza zmieniać swojego życia.
W zaskakujący sposób opisuje też swoje zdrowie i wygląd – mając na czole botoks, stwierdza, że walczy z niedowagą, co byłoby dla niej nie do pomyślenia 20 lat temu. Jako psycholożka i seksuolożka podkreśla, że chorowanie na depresję nie powinno dyskwalifikować z wykonywania zawodu – tak samo jak onkolog, który sam mierzy się z chorobą, nie rezygnuje z pracy.
Aleksandra Sarna jest psycholożką, seksuolożką i psychoterapeutką, która zdobyła szeroką popularność dzięki udziałowi w programie „Rozmowy w toku”. W tej roli komentowała różnorodne tematy i wspierała uczestników programu swoimi fachowymi poradami.






