Ostatnia sesja plenarna Parlamentu Europejskiego przed wakacyjną przerwą może zdecydować o wznowieniu szerokiego nadzoru nad prywatnymi wiadomościami użytkowników w komunikatorach internetowych. Kluczowe przepisy umożliwiłyby dostęp do zaszyfrowanych rozmów przede wszystkim gigantycznym, amerykańskim korporacjom technologicznym.

Mimo dwukrotnych odrzuceń ze strony europarlamentu, pomysł wprowadzenia masowego, automatycznego skanowania prywatnej korespondencji pod kątem materiałów pedofilskich – znany pod nazwą „Chat Control” – nie traci na sile. W najbliższy czwartek, czyli na koniec obrad przed przerwą wakacyjną, podejmowana będzie kolejna próba jego implementacji. Tym razem szanse na powodzenie wydają się znacząco wyższe.

Chat Control to projekt unijnych regulacji, które wymagałyby od dostawców usług cyfrowych monitorowania wszystkich przesyłanych wiadomości – również tych zaszyfrowanych – w poszukiwaniu treści związanych z wykorzystywaniem dzieci (CSAM). Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że jest ono niezbędne do ochrony najmłodszych i postulują zastosowanie algorytmów sztucznej inteligencji, które mogłyby analizować każdą rozmowę.

Gdzie leży granica między ochroną a inwigilacją?

Przeciwnicy Chat Control wskazują, że takie przepisy zagrażają prywatności obywateli oraz są nieskuteczne w faktycznym zapobieganiu wykorzystaniu dzieci. Podkreślają, że większość ujawnianych materiałów pedofilskich pochodzi z innych źródeł, takich jak fora internetowe czy chmury, a nie z bezpośrednich wiadomości.

Co istotne, obecny system skanowania zadziała jedynie wtedy, gdy dziecko już na skutek wykorzystywania zostanie poszkodowane i powstaną materiały do wykrycia. Nie stanowi on więc mechanizmu przeciwdziałającego samym nadużyciom, a jedynie narzędzie wykrywające skutki tych tragedii.

W pierwszym kwartale tego roku obowiązywała tzw. „miękka” wersja Chat Control, która pozwalała dostawcom usług cyfrowych na dobrowolne, ale nieobowiązkowe skanowanie wiadomości. Jednak Parlament Europejski zdecydował o jej wygaśnięciu, zwłaszcza, że nie obejmowała ona wiadomości szyfrowanych.

Warto przypomnieć, że dostawcami takich usług są przede wszystkim duże amerykańskie firmy technologiczne, m.in. Meta, Google, Microsoft czy Apple, a prawo unijne dawało im prawo do nieskrępowanego monitoringu bez potrzeby uzyskiwania zgody sądowej.

Wyboista ścieżka prawna i polityczna

W marcu Parlament Europejski szczęśliwie zablokował próbę wprowadzenia systemu automatycznego oznaczania zdjęć jako podejrzanych, gdy algorytmy nie były pewne ich charakteru, a także nie zgodził się na kontynuację obowiązkowego skanowania wiadomości.

Prace nad nowszą wersją Chat Control 2.0 trwają od końca 2025 roku, lecz istnieje realne ryzyko, że pierwotne rozwiązanie wróci na salony – mimo wcześniejszych sprzeciwów europosłów.

Powrót kontroli w tle manewrów politycznych

Pod koniec czerwca Rada Europejska wraz z Europejską Partią Ludową podjęły działania, które mogą pominąć pełny proces legislacyjny i szybciej doprowadzić do przywrócenia systemu inwigilacji. Dzięki specjalnej ścieżce ustawodawczej, istnieje możliwość wprowadzenia kontroli nad komunikacją internetową bez szerszej debaty.

W efekcie Parlament Europejski zgodził się na przekazanie decyzji Radzie, co skutkuje głosowaniem zaplanowanym na czwartek 9 lipca – ostatni dzień obrad przed przerwą wakacyjną. Głosowanie dotyczy przywrócenia wersji bardzo zbliżonej do tej, która została wycofana w kwietniu.

Problem polega na tym, że aby odrzucić ustawę lub wprowadzić zmiany, potrzebna jest bezwzględna większość 361 głosów, a przy takiej ostatniej sesji wielu europosłów może być już nieobecnych.

Patrick Breyer, aktywista na rzecz ochrony prywatności i były członek Parlamentu Europejskiego, otwarcie krytykuje rządy państw europejskich, które pod naciskiem amerykańskich koncernów naciskają na kontynuację tych regulacji.

– Jeśli rządy, pod presją lobby wielkich korporacji, decydują się na przedłużanie tymczasowych przepisów, unikają w ten sposób wypracowania skuteczniejszych i trudniejszych, ale i bardziej efektywnych środków ochrony dzieci w sieci – podkreśla Breyer.

Aktywista zwraca też uwagę na hipokryzję niektórych krajów, np. Włoch, które oficjalnie ostrzegają przed zagrożeniem masowej inwigilacji, a jednocześnie w Parlamencie Europejskim głosują za jej kontynuacją.

Share.
Leave A Reply

Exit mobile version