Sytuacja miała miejsce na stacji w Tychach i wywołała niemałe zamieszanie. Pan Mateusz miał zarówno bilet na przejazd pociągiem, jak i osobny na transport roweru. Mimo to konduktorka stwierdziła, że nie pozwoli mu kontynuować podróży z rowerem i radziła sobie samemu. Sprawa budzi spore emocje – kto tu naprawdę postąpił słusznie?
Mateusz podróżował Kolejami Śląskimi w relacji Katowice – Bielsko-Biała bez żadnych problemów. Kłopoty zaczęły się dopiero w drodze powrotnej, kiedy okazało się, że od stacji Tychy przewoźnik zastępuje pociąg komunikacją zastępczą. Pan Mateusz mógł wsiąść do autobusu wyłącznie bez roweru, co wzbudziło jego niezadowolenie i doprowadziło do sporu. Relację z tego zdarzenia opisały lokalne media.
„Nie pojedziesz dalej z rowerem. Radź sobie sam” – zaskakujące słowa konduktorki
Podczas kontroli biletów konduktorka poinformowała pana Mateusza o konieczności przesiadki w Tychach na autobus, ale podkreśliła, że roweru nie przewiezie. Mężczyzna nie mógł zrozumieć tej decyzji, zwłaszcza że posiadał ważne bilety zarówno na siebie, jak i na dwa kółka. Zapytany o dalsze kroki przez konduktorkę usłyszał, że ma sobie poradzić sam i ewentualnie złożyć reklamację.
„Byłem kompletnie zaskoczony podejściem obsługi” – mówił pan Mateusz. Podróż odbywała się późnym wieczorem, około 22:00, kiedy dostępność innych środków transportu jest ograniczona. Dlatego podróżny postanowił nie ustępować i walczyć o swoje prawa.
Pan Mateusz zablokował autobus. Policja postawiła mu zarzuty
Kiedy kierowca komunikacji zastępczej odmówił wpuszczenia Mateusza z rowerem do pojazdu, pasażer zablokował wyjazd autobusu. Personel Kolei Śląskich wezwał na miejsce policję. Po zapoznaniu się z sytuacją funkcjonariusze zaproponowali mandat w wysokości 250 zł za zakłócanie porządku publicznego, na który Mateusz się nie zgodził. Sprawa trafi teraz do sądu.
Policjanci z Tych potwierdzili, że „skierują dokumentację do sądu, a możliwe, że postępowanie obejmie także zarzut utrudniania ruchu” – podają służby.
Koleje Śląskie wyjaśniają: bilety nie są takie same dla pasażera i roweru
W obliczu medialnego zainteresowania Koleje Śląskie przekazały swoje stanowisko. Według przewoźnika pan Mateusz miał bilet na wcześniejszy kurs, który był ważny 3 godziny od odjazdu, więc mógł wybrać późniejszy przejazd. Jednak bilet rowerowy obowiązuje wyłącznie na konkretny przejazd, którego pan Mateusz już nie miał. W efekcie podróżował z rowerem bez ważnego biletu na jego przewóz.
Dodatkowo, choć teoretycznie mężczyzna mógł kupić nowy bilet na przewóz roweru w późniejszym kursie, to w praktyce autobusy zastępcze nie zawsze dają taką możliwość. Informacje o tym dostępne są na stronie Kolei Śląskich.
Brak wyrozumiałości kontra 4-kilometrowa droga do domu na dwóch kółkach
Tłumaczenia przewoźnika rzucają więcej światła na sprawę, jednak pozostają pytania, które trudno zignorować. Po pierwsze, podróżny popełnił błąd, ale czy w środku nocy nie dało się okazać choć choć odrobiny empatii i pozwolić na transport roweru w autobusie, pobierając odpowiednią opłatę?
Po drugie, czy naprawdę trzeba było robić z igły widły? Tychy są oddalone od Katowic zaledwie o 4 km – dystans, który bez problemu można by pokonać na rowerze, zamiast blokować odjazd autobusu i angażować policję.






